Komentarze
Maria Dekert – terapeuta rodzinny
Komentarz do serii książeczek „Moja mama...”
Karol z Kasia, Tosia, Karolcia i Paweł, a także Filip z Zosią muszą
konfrontować swoje dzieciństwo z trudnym problemem niepełnosprawności
ich mam. Każde z nich osobno, ale też jako rodzeństwa miały szczęście,
że ich ojcowie w tej trudnej sytuacji zachowali się jak prawdziwi
mężczyźni – trwają przy swoich rodzinach, a nawet można powiedzieć
unormalniają te niezwykłe sytuacje wspierając własne dzieci I żony
w sytuacjach trudnych do rozwiązania.
Nie oznaczało to jednak i nigdy nie oznacza, że dzieci będą odizolowane
od reakcji rówieśników, że będą wiedziały jak poradzić sobie ze wstydem
wywołanym przezwiskami, nieprzyjemnymi porównaniami, wścibskimi
pytaniami odnośnie niepełnosprawności rodzica.
Stało się to również doświadczeniem głównych bohaterów trzech
niezwykłych książeczek: „Moja mama nie widzi”, „Moja mama nie słyszy” i
„Moja mama jeździ na wózku”. Niezwykłych, bo oddających doświadczenia
zupełnie obce większości dzieci,
a jednocześnie mówiące o emocjach,
z którymi przychodzi zetknąć się tej mniejszości, o której nie pamięta
na ogół wielka, ani mniejsza literatura dziecięca. Dzieci chorych lub
niepełnosprawnych rodziców nie mają zbyt dużego wyboru baśni, z których
bohaterami mogliby się identyfikować.
Bruno Bettelheim – autor kultowej można powiedzieć książki na temat
znaczenia baśni dla dzieci1 uważa, że „jeśli opowieść ma naprawdę
przykuć uwagę dziecka, musi je zabawić i obudzić w nim ciekawość. Jeśli
jednak ma wzbogacić jego życie, musi pobudzać wyobraźnię, pomóc dziecku w
rozwijaniu inteligencji i porządkowaniu uczuć, musi mieć związek z jego
lękami i dążeniami oraz umożliwić mu pełne rozeznanie własnych
trudności, a zarazem poddać sposoby rozwiązywania nękających je
problemów”.
Wspomniane książeczki spełniają swą terapeutyczną funkcję. Tekst pisany z pozycji
i
językiem głównych bohaterów – dzieci pozwala na identyfikację. Jest w
nich fantazja, trudność, rozpacz związana z innością swego życia i z
koniecznością obrony imienia ukochanej osoby, w rezultacie zaś rozwiązań
tak ciekawie wymyślonych – pocieszenie, ukojenie i rozwój. To co było
zagrożeniem – odrzucenie przez rówieśników zamienia się w relację
głębszą, prawdziwszą i bezpieczną. Daje to możliwość ekspresji uczuć
nawet dzieciom nie dotkniętym doświadczeniem Karola, Filipa i
bliźniaczek Tosi oraz Karolci.
Te ostatnie mają szansę dzięki słowniczkowi zapoznać się z nowymi
zjawiskami wymagającymi wrażliwości na innych, w tym na kolegów
doświadczających sytuacji wstydliwych I trudnych uczuć, o których trudno
jest rozmawiać.
Autorki tekstów poza świetnym wyczuciem dziecięcego języka i sposobu
myślenia wpadły na kilka kapitalnych pomysłów rozwiązania dylematu: jak
rozmawiać o niepełnosprawności z dziećmi. Tym bardziej książeczki „Moja
mama nie widzi”, „Moja mama nie słyszy” i „Moja mama jeździ na wózku”
powinny znaleźć się w biblioteczkach przedszkoli i szkół podstawowych,
jak również
w podręcznikach metodycznych dla wychowawców i nauczycieli dzieci w wieku 5-8 lat.
Maria Dekert – terapeuta rodzinny

